music
niedziela, 17 lutego 2013
Walentynki niecodzienne
14 lutego był tylko zwyczajnym, melancholijnym czwartkiem, którego nie świętowali jak cała reszta śmiertelników. To, że nie byli śmiertelnikami, wyżłobiono w podświadomości Alien jakiś czas temu. Byli jak dwie wyalienowane atomy, tworzące nic nie znaczącą dla świata cząsteczkę. Całe to chemiczne porównanie nie było wcale niestosowne, ponieważ tak po prostu było i nie dało się temu zaprzeczyć. Rozmawialiśmy o gwiazdach, podczas gdy w innym rogu pomieszczenia prowadzono gorącą dyskusję na temat podwyższonego podatku VAT.
Także i czternasty dzień lutego był dla nich jedynie dniem do przeżycia, który należało przeczekać zamkniętym w czarej pustej skrzynce, zabezpieczjącej przed ofensywą sercowych i pluszowych żołnierzy Armii Czerwonej.
Piętnastego dnia drugiego iesiąca Alien pokonywała przeszkodę w postaci asfaltowej wykładziny, biegnąc w jego kierunku. Trzymał w dłoniach piękne trofeum- czerwonolistny kwiat, który przyjęła z ogromną satysfakcją.
Nazywał się róża.
Przyjęcie kwiatu z jego dłoni było jak wielka ceremonia. Kwiat o sentymentalnej wartości , kwiat, który wystrojony we wstążkę miłości, spoczywał bezpiecznie w jej dłoniach.
Jedyna perfekcyjna róża od perfekcyjnego kochanka.
I tak minął piątek. Piątek, który zapisał się w jej głowie jako przedsmak tego co miało dopiero nastąpić. Przedsmak pod postacią bordowych płatków i tłumionych pragnień jutra.
Sobota była rajem. Włożona do kartoteki życia Alien, oznakowana kolorową karteczką "raj". Tak, sobota była rajem.
Fatalny kalejdoskop niezrozumiałości jej bytu , tragizmu jej egzystencji zamienił się nagle w pożądany od dawna kwiat. Tym razem nie była to róża, a kwiat elizejskich pól. Alex spoglądał na nią często i każde jego spojrzenie zamieniało się w wyłącznik zasilanej prądem rzeczywistości. Ciężko to było określić. Wszystko? Czy to był dobry rzeczownik? Zdecydowanie Alex był wszystkim. Całe jej marzenia i całą gwarancję ich spełnienia czytała teraz w jego oczach.
Wieczorem zabrał ją do kina. Wpatrując się w rozczarowujący obraz na białym ekranie, doszli do wniosku, że film piękniejszy z kunsztem nad wyraz doskonałym wyświetlają na siedzeniu obok. Najwspanialszy kinowy pocałunek rozgrywał się właśnie tu, w przedostatnim rzędzie, na ich siedzeniach.
Gdy gładził jej skórę, tocząc krwawą walkę z ciałem , uciszała pożądanie, które desperacko szukało maleńkiej szczeliny ujścia. Piramida potrzeb Maslova, pełna róznych dziwnych sformułowań, została wyrzucona do myślowego pojemnika na odpady. Bezcelowe układanie potrzeb wedle schematów było jej zbędne, gdy obok był Alex. Zastanawiała się często, jak on to odczuwa. Myślała, czy też w tej chwili wyrównuje oddech nieśmiałej żądzy. Uśmiechała się. Ten film otzrymał od niej pięć gwiazdek.
A co było potem? Łapali płatki śniegu, które szybko ginęły rozpuszczajac się na ich ciepłch językach. Iskierki, tańczące w ich oczach. Śpiące gwiazdy skryte pod puszystymi obłokami.
I tak sobie żyli. Amor i Psyche. Bez pomysłu na jutro. Z pomysłem na dziś, na dzisiejszą noc.
Z własnymi łukami, z potrzebą miłości. Z uczuciem satysfakcji. Z pełnymi zbiornikami miłości.
Pamiętasz, gdy znalazłeś swoją zaginioną rzecz po wielu miesiącach poszukiwań?
Kiedy słońce zawitało po ulewie?
Kiedy dostałeś piątkę z matematyki?
To własnie czuła Alien, gdy przykładała swoje wargi do jego warg, gdy wkładała swoją dłoń, do jego dłoni gdy szła z nim na koniec świata.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz