Cóż mogła widzieć więcej, spodziewała się powrotu do szkoły.
Szkolny korytarz rozpościerał się przed nią. Ogromna przestrzeń wrogo
wyglądającej sawanny, gotowej zapełnić się niewinnymi antylopami, uciekającymi
zebrami i żarłocznymi lwami. Strach płynął w jej żyłach w miarę gdy, czas
niebezpiecznie popychał ją ku tej dacie. Wzięła głęboki oddech. Schowała broń
do kieszeni.
- Patriell
Witaj, Patriell. Usadowiłam się właśnie na wygodnej,
ławkowej widowni, żałując, że nie mam przy sobie popcornu. Jestem tuż przed
Twoimi zakłopotanymi oczami, które marnie próbują znaleźć kryjówkę. Nic z tego,
mój drogi. Oto otwarta przestrzeń, gdzie uczucia nie mają miejsca na wylot, a
maski żałośnie spadają i roztrzaskują się o podłogę. Oto przed oczami maluje mi
się wspomnienie mnie, noszącej Cię
cierpliwie w kruchym łożysku i żywiącej Cię całą energią, przepływającą
swobodnie przez śmiertelną pępowinę. Cały raj, który obiecałeś mi jeszcze kilka
dni temu stanął nagle w płomieniach. Oto stała bezsensowna miłość z wykruszoną
niczym tynk nadzieją i zapachem strupów na sercu. Nie uciekłam. Zdziwiłeś się,
gdy stałam przed Tobą na silnych nogach z bronią w ręku wycelowaną prosto w
Twoją głowę. Nie, nie boję się Ciebie. Nie boję się.
- Maga
Śledzę Twój długopis, który leniwie kreśli linie na kartce
papieru. Patrzę na Twoje smukłe, długie palce, studiując niebieski odcień
paznokci. Niczym męczennik wykładasz się na ławce, marząc o końcu lekcji.
Odgarniasz miodowe włosy. Twoja krótka spódniczka odsłania piękne, długie nogi. Przyłapuję się na bezczelnym wpatrywaniu się
w Twoje oblicze, próbując zabić machiny uwielbienia, które bezlitośnie
pracowały w mojej głowie , zasilane niekończącym się paliwem. Nie widziałam
dziś Twoich oczu, nawet w nie nie zaglądam, bo to nie są już magowe oczy. To nie
są te same, błyszczące oczy, które należały do mnie. Uciekasz na krańce
obdartych ławek, a ja znów wyciągam broń. Nie widzisz mnie, już dawno egzystuję
w Twojej głowie pod postacią nagrobka. Celownik znajduje się na Twoich wąskich
plecach. Nie, nie boję się Ciebie. Nie boję się.
- Amy
Ciebie dziś obawiałam się najbardziej. Mroziło mnie Twoje
lodowate, bestialskie spojrzenie, które czułam na każdym fragmencie swojego
ciała. Pod kurtką chowałam bezpiecznie Obsesję, którą Ci ukradłam. Cały
teatrzyk i utkana przyjaźń, w którą tuliłaś mnie do snu. To wszystko wprawiało
mnie w obrzydzenie. Twoje dłonie, które niegdyś ściskałam z wielką miłością i
oddaniem, były mi tak odległe i zamknięte się w pięść, gotową na spotkanie z
moim policzkiem. Widziałam jak plączesz się w pajęczynie swoich urojeń i
kłamstw gdzie wszyscy wpadali jak niewinne muchy, łącznie z Tobą. Przepraszam,
czy zabrałam Ci nigdy nie egzystujące marzenia? Zaczekaj chwilę, już do Ciebie
nie należe. Wyciągam broń, celuje między Twoje zabójcze tęczówki. Nie, nie boję
się. Nie boję się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz