music

niedziela, 20 stycznia 2013

Ja i Maga


Śnieg leniwie opadał na nasze blond włosy. Stałyśmy obok siebie. Maga próbowała jak gdyby poskładać malujące się w zagadkowej przestrzeni obiekty. Ja tymczasem zatopiłam wzrok w jej nieskazitelnie pięknych rysach twarzy. Odkąd pierszy raz ją ujrzałam, wydawała mi się być jedną z najpiękniejszych istot jakie widziałam. Samo bycie z nią było dla mnie pewnym rodzajem ucieczki.
Jej oczy znałam na pamięć, lecz nigdy nie potrafiłam przypisać im jakiejś barwy. To były po prostu magowe oczy.
Czystość i radość, którą otaczała mnie każdego dnia- to było niesamowite.
Lecz dziś stałyśmy w zimnym dniu, na środku bezimiennej alei. Maga paliła toksycznego papierosa, który zdawał się niszczyć całe czyste powietrze. Nasze powietrze.
Ale podobało mi się, bo w wydaniu Magi nawet palenie papierosa mogło trwać wiecznie.
Zapytałam ją wtedy co się stało, a ona, swoim skruszonym, niewinnym głosem odrzekła, że to koniec. Stoimy w ślepej uliczce naszej dopiero rodzącej się przyjaźni.
Wyobraziłam sobie wówczas jak drapię ten ogromny mur, który zbudowała. Odpadają mi paznokcie, ale jestem bezsilna. Jedyny ruch który mogę  wykonać to nędzny obrót o sto osiemdziesiąt stopni i powrót do początku.
Maga zawarła sojusz z kapryśnym życiem, które od początku próbowało nas poróżnić.

Och, Maga... Nie zapomnę tego, gdy spotkałyśmy się po raz pierwszy i uwierzyłyśmy jeszcze w nas obie i w to, że wszystko się jeszcze uda. Gdy obserwowałam cię jak idziesz zatłoczonym szkolnym korytarzem i siejesz jak gdyby nasiona świeżych, radosnych kwiatów w mojej zmęczonej duszy. Byłaś mi jakby innym światem, do którego przenosilam się z każdym Twoim wypowiedzianym słowem. Byłaś moją zieloną koniczynką w marnej drodze poszukiwań lepszego bytu. Siedząc koło ciebie rzadko odrywałam wzrok od Twoich smukłych dłoni, wąskich ramion obejmujących mnie i szczerego, leczniczego uśmiechu.
Gdybyś tylko wiedziała, jak bardzo to wszystko wydawało mi się prawdziwe.

Lecz dziś, gdy odesłałaś mnie na moją planetę dziwolągów, poczułam lekkie ukłucie w sercu. Nie wiedziałam nawet jak określić takie uczucie. Czułam, że moja mentalność znów mnie zawiodła i to do niej miałam w tym momencie największe pretensje. Powiedziałam ci tylko, żebyś mi wybaczyła. Popatrzyłaś na mnie zdziwiona, wydmuchując chmurę powoli znikającego dymu ze swoich drobnych ust. Zapewniłaś mnie, że przeprosiny z mojej strony są rzeczą niezwykle niestosowną w tym momencie, jednak ja usprawiedliwiłam się krótko. Przeprosiłam cię tylko za to, że nie spełniłam Twoich oczekiwań i w tym przypadku nie zdołałam zagrać właściwie roli człowieka i skończyłam z nieszczerymi laurami, ściskając Złotą Malinę w swoich dłoniach.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz