W erze iluzji dobrobytu mieszkałam w głuchym schronieniu. Byłam człowiekiem mroku. Mieszkałam w jaskini swoich własnych lęków, która była moim jedynym wówczas domem, skutecznie chroniącym mnie azylem. Byłam istotą trwająca w nieruchomej, wanitatywnej egzystencji. Nad moją głową rozpościerała się świetlista przestrzeń. Wiedziałam, że gdzieś tam kryje się owy wymarzony dobrobyt, którego nie jestem w stanie dosięgnąć. Znów rozejrzałam się po moim "domu" z nadzieją znalezienia tam drabiny, lecz także i dziś jej tam nie było. Pewnego nie wiem którego już dnia, siedząc przy marnym płomieniu Świecy Pożądania, zatruwana powietrzem składającym się z pierwiastków śmierci i porażki, podniosłam głowę i spojrzałam w oczy mojemu marzeniu. Wtedy owa nieznana przestrzeń przybrała odcień turkusowego morza, bijąc promieniami południowego słońca. Moja ciemna jaskinia rozjaśniła się dawno niewidzianym blaskiem. Patrzyłam oszołomiona na owe niecodzienne widowisko, gdy nagle moim oczom ukazała się złocista postać młodej dziewczyny. Ubrana była w jasną sukienkę, delikatnie splamioną krwią. Jej włosy spływały miodową kaskadą na kształtne ramiona i okalały rumianą twarz. Uśmiechnęła się do mnie.
- Kim jesteś? - spytałam, wciąż nie mogąc uwierzyć w to, co widzę.
- Jestem dobrą istotą. Chwyć mnie za rękę a zabiorę cię tam.- rzekła poważnie i wskazała palcem przestrzeń z której przybyła.
Niewiele myśląc, podałam jej dłoń. Chwyciła mnie mocno i podsadziła do góry. Wówczas wniknęłam w cudowny, nowy świat. Przede mną rozpościerała się wolność i dobro. Odwaga tańczyła dziko w mojej piersi, a nogi pragnęły nieść mnie daleko od zła. Westchnęłam beztrosko i spojrzałam za siebie, chcąc podziękować mojej towarzyszce, ale zorientowałam się, że nie ma jej przy mnie. "Zniknęła!"- krzyknęłam i opadłam bezsilnie. Nagle zauważyłam czarną dziurę w ziemi znajdującą się kilka metrów przede mną. Podeszłam do niej i pochyliłam się. Oto obserwowałam moją jaskinię z góry. To stamtąd przybyłam. Jednak...W środku zauważyłam ową bezimienną istotę, która mnie wybawiła. Leżała skulona, jej policzki parzyły łzy, a z nadgarstków strumieniami wypływała niewinna krew, plamiąc jej pozornie nieskazitelne, dobre oblicze.
"Nie!" krzyknęłam, chcąc wyciągnąć ją stamtąd.
Dziewczyna spojrzała na mnie a w jej oczach jak w celi siedział ból.
- Co się stało? Dlaczego tu jesteś?!- krzyczałam zrozpaczona.
- Dałam ci to o czym marzyłaś.
- Dlaczego nie możesz być tu ze mną?
- Ponieważ takie jest życie. Ktoś musi przegrywać, ktoś wygrywać.
- Dlaczego ty?
- Zycie to humorzasta istota.
- Wybawię ci, powiedz co mam robić! Chwyć moją dłoń!
- . Nie mogę jej dosięgnąć. Nazywam się Amy. Mieszkam w jaskini swoich własnych lęków.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz