Zapadł w sen.
A ona w insomnię.
Biega po lasach, łapie odgłosy targane przez wiatr.
Biega po dachach, ogląda gwiazdy.
No i chciała do Niego pójść i go znaleźć na tym kamieniu,
Ale nagle otworzył oczy i pojawił się przed nią.
Uśmiechał się i patrzył.
Poczuła znowu to ciepło.
Dał jej szybki znak.
Pomyślał o niej.
Lubiła, gdy się łączyli.
Tworzyli zupełnie nowy, potężny i doskonały chemiczny związek nie z tego świata.
Może byli z Marsa, może byli z Jowisza...
W marzeniach byli zawsze blisko.
W marzeniach się nie zostawiali.
W marzeniach zwiedzali odległe krainy spełnienia.
W marzeniach, w marzeniach...
I dał jej ostatni dotyk.
Ostatnią falę gorąca.
A potem rozpłynął się w nicości,
By znów powrócić za 10 godzin...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz