I już tam była. Prowadzona przez swojego wybranka. Miała prostu, luźno ułożone jasne włosy, różową, rozłożystą sukienkę z cekinami i bardzo wysokie kremowe szpilki, które dawały jej wymarzoną wyższość i smukłość. Tak bardzo cieszyła się na myśl, że patrzy na Niego z góry. Chociaż raz, znajdowała się wyżej od niego. Przywodziła na myśl słodkie ciasteczko. Jej szyja była skropiona esencją Candy od Prady. Chciała być cukierkiem i ciastkiem.
Chciała być pożądliwie zjadana.
Włożyła wiele starań, by wreszcie spojrzał na nią i chciał dalej patrzyć.
Udało jej się to.
Dziewczyny, noszące na sobie owoce całowieczornej pracy, wyglądały olśniewająco. Można by było powiedzieć, że przy nich niczym się nie wyróżniała, choć sam fakt jej egzystencjalnej inności sprawiał, że czuła się naprawdę wyjątkowo.
Chciała by dziesiątki par połyskujących oczu zwrócone były na nią. Choć tak naprawdę zależało jej tylko na tej jednej. Tylko jednej.
Patrzyła na szklankę whisky w której pływały sennie jej pragnienia. Patriell trącał ją często. Jej urok działał.
Cieszyła się, że choć w tę jedną noc pragnie ją pożreć.
Choć w tę jedną noc przestała być dla niego zgniła.
Taki właśnie efekt zamierzała uzyskać.
Gładził jej udo niezauważalnie pod stołem.
Uśmiechała się triumfalnie.
"Chodź na dwór" powiedział, po czym wziął ją za rękę i zaciągnął do wyjścia. Zdążyła w pośpiechu jedynie zabrać swój płaszcz.
I wyszli na pobliską trawę. Nie czuli żadnego mrozu. W miarę stawiania następnych kroków, muzyka stawała się coraz mniej wyraźna, aż w końcu pozostał z niej tylko ledwo słyszalny bas.
Łąka była czarna.
Nie było tam żadnych napisów, no ale to nie była też ta sama rzeczywistość.
Nie trzeba było wiele.
Teraz był zdany tylko na nią.
Byli tylko oni i obserwujące ich z góry gwiazdy.
Było ich dużo.
Leżała, mrużąc oczy, a jasne punkciki na zmianę rozmazywały się i znów wyostrzały.
Zastanawiała się, czy będzie to pamiętał, ale nie obchodziło jej to.
Ważne było, ze znów ją pożerał.
Zjadał każdy element jej ciała.
Była apetycznym, malinowym ciastkiem.
To spełnienie przeszywało ją od stóp do głów.
Cudownie było poczuć nagłą, tłumioną i skrytą falę tego bólu i jego zęby wbite w jej nogi, ręce, szyję.
Szalał.
Jej woń i smak doprowadzały go do obłędu.
Cieszyła się, że znów tak łapczywie ją kosztuje.
Oboje stracili rozumy.
Powietrze wypełniło się ciężkim oddechem, przeradzającym się w krzyk.
Widziała jeszcze gwiazdy, czuła chłód, mrożący jej płuca.
Ile to jeszcze będzie trwało?
I czy on jutro będzie pamiętał o malinowym ciastku, które przeżuwał z dawną rozkoszą?
Już nie myślała.
Już pod powiekami zniknęły gwiazdy.
Wraz z ostatnim, przeszywającym dreszczem.
Zjadł ją.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz