music

niedziela, 4 listopada 2012

Ocalę cię.


Do Półmetku zostało już niewiele- ostatni miesiąc . Pełno dziewcząt do wyboru , lecz każda nie spełnia odgórnych norm . Zaproszenia prześlizgują się miedzy rękoma chłopca, nieśmiałe spojrzenia , które budują podświadome napięcie.
Zostało już naprawdę mało czasu ! Ostatnie dwa tygodnie - i co ? Wszyscy zajęci  nawet te najbrzydsze i najbardziej nieśmiałe niewiasty znalazły swoich wybranków, swoje anioły.

Idzie ulica , kopie pobliski śmietnik  Nienawiść wypełnia jego oczy , bezradność łapie za kark - bezsilność rzuca na piach.
- Znajdę kogoś na balu - pomyślał.

Dzień Balu. Wszystkie zajęte, wirują w objęciach.
Będę podpierać mur , może w końcu runie ?


I wtedy zobaczył ją. Stała samotnie pod murem. Zawiedziona i pusta. Samotna. wyglądała jakby na kogoś czekała. Patrzyła beznamiętnie w przestrzeń, marząc o byciu częścią tej zorganizowanej społeczności wirującej w rytm muzyki, porwanej przez magię wieczoru.
Czekała na anioła.
Miała piękną suknię w kolorze intensywnej czerwieni. Kolor pasji, namiętności, pożądania i krwi. Idealne odzwierciedlenie jej duszy. Była jak ogień. Wzywała do siebie.
Jednocześnie ostrzegała by nie podchodzić zbyt blisko.


Stal w pobliżu , oczy rzucały nieśmiałe spojrzenie - szukały kontaktu wzrokowego .
Nie patrzyła na niego. Dalej uparcie podpierając ścianę , stukał  podeszwa swoich wypucowanych butów do rytmu. Brakuje mi tabletek - pomyślał - sięgając do kieszonki tuz przy swojej marynarce .
Nie wiedział ,ze patrzą na niego miliony. Dmuchnął swoja rozwichrzona grzywkę , spojrzał do góry , spojrzał w dol i ruszył na parkiet , popychając grupkę roztańczonych fanatyków. Odrzucony i odepchnięty z linii parkietu , wylądował obok Niej .
Podając jej rękę wyszeptał : - Chodź ze mną - i zniknęli.

Zapytała go dokąd ją ciągnie, odpowiedział "do gwiazd" i wyszli na zewnątrz. Niebo przykryło się granatową pierzyną mieniącą się milionami połyskujących punkcików.

- Kim jesteś?- spytała


- Tym bezimiennym , wołają na mnie rożnie. '' Nieokrzesany Majowy Wiatr '' - zastanawiam się czy to moje imię ?

-Dlaczego? Przecież to takie nieludzkie -odpowiedziała z lekkim zdziwieniem.

( uśmiechnął się )

- Nikt nie mówi , ze jestem człowiekiem , Nikt nie mówi ,ze aniołem. Popatrz w moje oczy . - i co widzisz ?

- .. to czego nigdy nie widzilam !

- czyli co takiego ?

- Zainteresowanie. Tak. Zainteresowanie. Zainteresowanie moja osoba - powtórzyła po raz kolejny.


- Jesteś w tym dobra. - przyznał. - Dobrze przewidujesz intencje.

- Tylko wyjątkowych ludzi. Sama nie jestem zwyczajna, dlatego ich nie rozumiem.

- Kogo?

- Ludzi. Pełno  nich fałszu i bólu...Najgorsze jest to, że niszczą się nawzajem a nie mogą bez siebie żyć. Są drapieżcami. Konsumują się. Nie jesteś tacy jak oni, Wietrze Jesteś taki jak ja. - spojrzała na niego


Wstał z ławki. Trzymając kawałek zielonej deski , które ułamał się pod ciężarem swego bólu.

- Wstań. - rzekł stanowczym, poważnym tonem

- Wstań - powtórzył

Zaślepiona dziewczyna , skupiona na obłędnym punkcie.. wyłączona..

Po chwili zaskoczyła : - taak ?

Przemilczał te reakcje , zaczął biec. Coraz bardziej oddalając sie od miejsca tego balu .


***
- Gdzie on jest ? - trudzili się ' znajomi '

- Pewnie poszedł do domu..

-a gdzie Ona ?

- pewnie płacze gdzieś w WC, sprawdźcie..

- po co , niech siedzi

***
Trawa była dziś wyjątkowo sucha , nocna pustynia rozpostarta na zielonym dywanie.
Stala dalej na samej gorze, badawczo przyglądając się poczynaniom młodzieńca.
Poruszał się w dziwny sposób, raz szedł prosto , a raz wracał.
Po chwili zniknął. Pobiegł do pobliskiej kopalni, włamał się do budki z lampami i skierował je na polane.
Światło rozświetliło napis : '' Ocalę Cię''.
Po chwili siedział już obok




Dziewczyna była zauroczona tym widokiem. Wpatrywała się w napis a w jej mętnym wzroku jak gdyby rozbłysnęła iskra. Iskra nadziei. Wyciągnęła swoją rękę. W tej samej chwili Wiatr dostrzegł mieniący się napis powyżej jej nadgarstka. Był koloru czerwonego. Zupełnie jak podświetlony rubin lezący na środku łąki. Było tam napisane "Pomóż mi."
- Dlaczego?- zapytała.
- Co dlaczego?
- Dlaczego chcesz mnie ocalić.. Dlaczego ja.

Pokazał napis na jej ręce.

- Właśnie dlatego- uśmiechnął się.
- Widzisz go? - zdziwiła się.
- Jest dość wyraźnym komunikatem.
- Jesteś pierwszą osobą która go dostrzegła...- powiedziała i spojrzała na niego z malującym się lękiem  w oczach.

- Otaczając Cie bezkarnie w mojej wietrznej postaci , natknąłem się na ten napis. Przykul moja uwagę  Musiałem interweniować , wyższa potrzeba pomocy. Komus mogę pomoc ,a kto inny może go zniszczyć..

Nie bede budowac wietrznej zapory , bo po co ?
- Czyli dotykales mnie ?
- Niejednokrotnie
- To dlatego czulam Twoja obecnosc, to jednak Ty. To Ty! To Ty! - z euforia wykrzyczala dziewczyna
Kolejny raz usmiechnal sie . Podniosl swoja wietrzysta reke ,ale zaraz ja opuscil.
- Nie moge..
- Dlaczego ?
- Nie.. Po prostu nie moge
- Uraziłam Cie ?
Nic nie odpowiedział , swoje spojrzenie skierował gdzie indziej.

- W sumie to cię rozumiem.- zaczęła drżącym głosem. - Niewielu wytrwało ze mną. Wykruszają się jak kawałki starego muru. Boją się.
- Boją? - zapytał Wiatr, pochylając się nad nią.
- Jestem dziwna. Wiesz, niszczę ludzi. Musisz byc chyba podobnie pojebany żeby mieć właściwy klucz do mojego wnętrza i wskazówki postępowania ze mną. Stchórzysz na samym początku?

-Nie.- odpowiedział pewnie. Chciał chwycić ją za rękę, jak gdyby chciał tym gestem poprzeć swoje zdanie, ale powstrzymał się. Nie wiedział na ile może sobie pozwolić.

- A może to ty jesteś aniołem. Może nie istniejesz. Może zwariowałam do tego stopnia, że siedzę tutaj teraz sama i z nikim nie rozmawiam. Może jesteś tylko moim fałszywym przyjacielem, owocem dopiero rosnącej e mnie schizofrenii.

- Jestem tutaj obok. Oddycham. Słyszysz?

- A może po prostu nie przywykłam do tego, że ktoś do mnie przychodzi.- zignorowała jego wypowiedź.- Wszyscy do tej pory odchodzili. Tak jak morze. Dla mnie zawsze odpływało. Wiesz, tej nocy odszedł On. Był ostatnią osobą którą chciałam stracić, ale  końcu też nie wytrzymał  Jego też zniszczyłam. I teraz jestem sama. Doszłam do wniosku, że nie nadaję się do kochania kogokolwiek. Bo kiedy ja kocham, zaczepiam toksynę.

- A może to On albo Oni zaszczepili ją w tobie. Jesteś krucha. To, że tak postępujesz jest wynikiem twojej słabości. Nie umiesz walczyć z ludźmi. Z nimi trzeba umieć walczyć, odpierać ataki. Zupełnie jak wśród zwierząt.

- Jestem mała. Może zasłużyłam sobie na to. Jestem nikim. Tak właściwie to czego ty e mnie szukasz? Jesteś samobójcą? Zginiesz jak się zbliżysz.

- Chcę ci pomóc. Nawet nie tylko chcę. Ja to zrobię.

Wiatr wprawił w taniec wysychające źdźbła trawy, które ostatkiem życia kołysały się w rytm stłumionej muzyki dochodzącej z oddali.

- Jaką mam gwarancję, że to zrobisz?

- "Chodziliśmy  nie szukając się ale chodzimy po to aby się znaleźć."

- Co to ma znaczyć- zapytała zmieszana.

- To, że już nie chodzę.

- Jak to nie chodzisz?

- Nie potrzebuję już więcej chodzić.

- Dlaczego?

- Bo cię znalazłem. - uśmiechnął się i tym razem wziął ją za rękę. ścisnęła ją jakby podśiadomie nie chciała żeby odchodził. Miała bardzo zimne dłonie.

- Jeśli cię uratuję, ty ocalisz mnie. -zamknął oczy, wdychając zapach zimnej nocy. - Nie chcę się budzić, nie chcę. - powiedział to z gfłęboką pretensją.

- Ale będziesz musiał."

Ja i Alex.


______________________________________________________________________________

Tak strasznie nie chcę wracać do szkolnej rzeczywistości.
Ale trzeba przestać śnić.
Polubiłam nawet te siedzenie w ciszy, słuchanie muzyki, spacery.
I oczywiście świat, którzy tworzymy z Alexem.
Nasze opowiadania...
Tylko my i nikt więcej.

















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz