Od jakiegoś czasu Nathalie czuje się nadzwyczaj dobrze. Dużo spaceruje i rozmawia z Doktorem. Swój wolny czas spędza w szpitalnym ogrodzie, analizując kawałki nieba. Nastaje czerwiec. Lato. Rośliny pysznią się , a ptaki kolorują powietrze swoimi śpiewami.
- Panie doktorze, niesamowite jest to, jak piękne jest miejsce, w którym żyję. Jak pięknie pachnie powietrze, którym oddycham. - Nathalie wygina usta w szczerym uśmiechu i rozgląda się rozmarzona.
- Cudownie jest widzieć Cię taką. - przyznaje doktor. '
- Może i jestem samotna, ale samotność nie jest powodem do śmierci.
- Wszystko się zmienia, Nathalie... Zmieniasz się w środku. Jedyne co musisz teraz zrobić to otworzyć swój umysł i wpuścić jak najwięcej słońca.
- Chciałabym je mieć też tutaj... - kładzie dłoń na sercu.
- Gdy wpuścisz wystarczającą ilość słońca, ono także pozbędzie się lodowej skorupy i nauczy się ponownie kochać.
- Czasem mam wrażenie, że nigdy nie przestało.
Dotyka palcami liści mięty i wdycha jej orzeźwiający zapach. Przechadza się samotnie po ogrodzie, jak gdyby czegoś szukała.
Zagląda w każdy kąt ostrożnie, odgarnia liście krzewów.
W końcu staje na wolnej przestrzeni trawnika i niedbale tańczy w rytm niesłyszalnej muzyki.
"Jestem szczęśliwa." - myśli bez przekonania.
Siada na ziemi, spuszcza głowę i podkurcza nogi.
"Taka sama." - myśli.
- Mogę w czymś pomóc? - pyta ostrożnie.
- Pomóż sobie w wyzdrowieniu. Nie trafiłaś tu przecież bez przyczyny. - mówi sucho, nadal na nią nie spoglądając. Ten głos... Jakby już go słyszała.
- Owszem nie trafiłam, a Ty co tutaj robisz? Jesteś pacjentem?
- Byłem. Byłem jeszcze niedawno. Szybko mnie wypisali. A wszystko dlatego, że lubię patrzeć przed siebie.
- Zauważyłam...- Nathalie odpowiada lekko drwiąco. - Dlaczego?
- Bo tam jest nadzieja...- jego głos zabarwia się lekkim uśmiechem. - Gdyby moja głowa skierowana była ciągle w tył...Najprawdopodobniej upadłbym miliony razy i ominął wiele rzeczy.
- Oh...
- Twoja głowa ciągle skierowana jest w tył, to takie frustrujące. Zastanawiam się, kiedy zaczniesz skarżyć się na ból karku.
- Nic mi nie jest. Ja tylko cierpię na ból w klatce piersiowej.
- Ból mi bardzo znany. Gdybym tylko nie poznał magicznej zależności pomiędzy karkiem a sercem, pewnie lnadal leżałbym w pokoju obok.
- Jak mam się tego nauczyć?
- Oczyść się ze zbędnych myśli, patrz przed siebie, patrz w przyszłość, teraz rozumiesz?
- Tak...- kieruje wzrok na malujący się przed nimi odległy krajobraz. - Kim jesteś?
- Odwieczna zagadka ludzkości. Nikt nie wie, kim tak naprawdę jest. Ja sam też tego nie wiem. Ale jestem szczęśliwy. Widzisz, jak się śmieję?
Dziewczyna patrzy na namalowany na masce uśmiech.
- Tak, widzę...
- Będę się zbierał. Kolejny dzień do schwytania. - podnosi się i spogląda jej w oczy.
Wszystko wybucha. Jej serce przyspiesza, ziemia jak gdyby rozstępuje się pod nią, wszystkie uczucia tworzą mieszankę emocji tak potężnych. Szczęście, tak! Szczęście. Odnalazła go, to chłopiec z jej snów, chlopiec, który zaginął! Szary chłopiec...
- Nie, zaczekaj! - wyrywa się nagle dziewczyna.
Zaskoczony nieznajomy spogląda na nią z konsternacją, po czym znacznie rozluźniony odpowiada.
- Niebawem Cię odwiedzę. Carpe diem, Nathalie!
Rozpływa się w powietrzu.
***
- Panie doktorze! Panie doktorze! - Nathalie pędzi przez szpitalny korytarz, nie zważając na przechadzających się pacjentów.
Wpada do jego gabinetu zdyszana i podekscytowana.
- Siadaj, proszę. - Doktor stara sie zachować spokój, choć na jego twarzy maluje się przerażenie i zdziwienie. - Co się stało?
- Widziałam go. Był przy mnie. - Nathalie uśmiecha się szeroko.
- Kto taki?
- On. Chłopiec z moich snów. Był w ogrodze, ze mną. Rozmawialiśmy...Czuję się, jakby cały świat zatańczył wokół mnie. Jestem szczęśliwa, panie doktorze. Spełniona. Odnalazłam mój lek. Lek na wszystko...
- Skąd wiesz, że był to chłopiec z Twoich snów?
- Miał te szare oczy, te szare oczy o których śnię każdej nocy. Nie mogłam pomylić ich z żadnymi oczami...Nie da się przechytrzyć oczu...To dowód najwyższej wagi.
Doktor przeciera spocone czoło dłonią i spuszcza wzrok.
- Miałam wrażenie, że już go spotkałam...- powiedziała. - Zgubiłam go, a on się odnalazł. Trochę w innej formie, ale jednak on. Mężczyzna, którego pokochałam. Kocham go, panie doktorze, kocham! - wykrzyczała z frustracją.
- Czy znasz jego imię?
- Nie zdradził go, nie wiem kim jest, ale go kocham.
- Stan Twojego serca się pogarsza. Jesteś głodna miłości, wiem, że dobrze sobie radzisz, ale potrzebujesz więcej czasu. WIęcej czasu, by nie reagować zbyt emocjonalnie na każdą okazję do utkania głębszego więzu relacji. Twoje serce jest otwarte, zranione, krwawi. Potrzebujesz dłuższego leczenia, a ten mężczyzna...
- Alex! - wykrzykuje nagle Nathalie. - To Alex! Mężczyzna, którego kocham i on tam był! Był w nim! To były jego oczy! To był on! A teraz zrobię wszystko, by był ze mną i mnie stąd zabrał !
Dziewczyna kuli się na krześle i chowa twarz w dłoniach, zaczyna szlochać.
Doktor blednie, patrzy z osłupieniem na dziewczynę.
- To nie mógł być on, Nathalie...Alex nie żyje...
It never ends...
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.gif)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz