- Powinnaś częściej spacerować, jesteś taka blada...- mówi doktor z troską w głosie
- Hmm...Za dużo czasu w celi. - mówi Mirabell beznamiętnie.
- Gdy się przebudziłaś, chciałaś zobaczyć niebo...
- No tak...
- Zobacz, jest tam w górze, piękne, błękitne, bez ani jednej chmury. - doktor wskazuje palcem niebieskie sklepienie.
- Och, rzeczywiście, zapomniałam już jakie jest piękne.
- Kiedyś wzlecisz na tyle wysoko, że wreszcie zdołasz je dosięgnąć.
Idą chwilę w milczeniu. W końcu Mirabell zatrzymuje się i zaciska pięści. W kącichach jej oczu błyszczą łzy.
- Panie doktorze, jestem taka słaba...- mówi drżącym głosem, przeszywając doktora swoim smutnym spojrzeniem.
- Ciii...- doktor obejmuje ją mocno. - Nie jesteś słaba. Każdy ma swoje słabości, z którymi musi się zmierzyć.
- A moją jest ten zagubiony, szarooki chłopiec, o którym śnię każdej nocy... Nie chcę się z nim zmierzać. Chcę, żeby po prostu do mnie wrócił...Żeby został na dłużej, a w końcu na zawsze.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz