Dokładnie i wyraźnie pamiętam moment, kiedy się pojawił. Gdyby ktoś wręczył mi kartkę i ołowek, namalowałabym to wszystko z uwzględnieniem każdego detalu.
Siedziałam samotnie w salonie. Nie chodziło tutaj o fizyzny aspekt samotności. Ja byłam samotna w każdym znaczeniu tego słowa. Siedziałam więc samotnie ze spuszczoną głową, obserwowałam moije kolana i nadgarstki. Dawno nie widziałam nieba. Wtedy właśnie nasunął mi się ten wniosek. Nie mogłam zobaczyć nieba, skoro moja głowa z wielką pasją współżyła z podłogą każdego dnia.
Podniosłam głowę nieco wyżej i rozejrzałam się. Dopiero wtedy dostrzegłam panujący wszędzie bałagan, skryty pod osłoną mroku. Nie miałam siły na sprzątanie.
Nie płaciłąm rachunków za prąd. Nie było takiej potrzeby, skoro nigdy nie zapalałam światła.
Tego właśnie przełomowego, październikowego dnia ktos zadzwonił dzwonkiem. Zaciekawienie mieszało się z przerażeniem w wielkiej filiżance nadziei. Nadzieja. Nie miałąm pojęcia na co miałam w tamtej chwili nadzieję, ale miałam. Miałąm jej bardzo wiele.
Zerknęłam przez judasza. Zobaczyłam go. Stał zmarznięty. Chciał, żebym go wpuściła.
Otworzyłam jeden zamek, potem drugi, aż w końcu otworzyłam drzwi.
Wpuściłam go do środka.
Tamtego wieczoru rozmawialiśmy bardzo dużo. Bez zbędnych ceremonii. Po prostu rozmawialiśmy, powoli ogarniając bałagan w pokoju. Zapytałam go wtedy, czy mógłby pokazać mi niebo. Wtedy Zabrał mnie na werandę i pokazał palcem granatową wieczność, połyskującą miliardem świetlistych punktów.
Byłam naprawdę szczęśliwa.
Potem zaproponowałam mu herbatę. Zgodził się. Lecz gdy wróciłam z powrotem, znów powitała mnie cisza.
Podeszłam do drzwi. Zastałam tam tylko kartkę z niedbale nabazgraną wiadomością.
"Wypełniłem zadanie. Posprzątałem bałagan. Śpij spokojnie." - napisał, zostawiając mnie zdezorientowana ze stygnącą herbatą w dłoni.
A potem była rozpacz.
Kawałki porozrzucane po podłodze i zapomniany obraz nieba.
M A M D O Ś Ć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz