Alien stała jak co dzień w tym samym miejscu.
Zbrukana, niechciana, niekochana.
Jedynymi jej przyjaciółmi były tabletki, które sprawiały, że była obojętna.
Nie miała żadnej kurtki.
Jej jedynym ubraniem była biała sukienka i pointy w tym samym kolorze.
Nadgarstki ocieplał jedynie bandaż.
Podniosła wzrok. W oddali zobaczyła niewielkiego chłopca. Łapał płatki śniegu i wyglądał na bardzo smutnego i zagubionego. Zdziwiła się tym idokiem, bo do tej pory zawsze od początku do końca siedziała w tym miejscu sama. Po kilku minutach zobaczyła, że postać nieznajomego staje się większa i zbliża się w jej kierunku.
Obawiała sie, ale nie uciekła.
Wkrótce stanął przed nią.
Miał piękną, nieskazitelną twarz, którą szpecił ból malujący się w jego szarych oczach. Ten widok poruszył lekko jej zamrożone serce.
- Kim jesteś? - spytał chłopiec.
Urzeczona a jednocześnie przerażona dziewczyna, milczała przez moment. Cały świat wokół jakby stracił znaczenie.
Widziała tylko Jego.
- Kim jesteś?- powtórzył, przywracając ją do rzeczywistości.
- Nikim. - wyszeptała zgodnie z prawdą.
Wśród szystkich tych którzy ją zawiedli, którzy porzucili ją pod pretekstem niezrozumienia, widziała w tym nieznajomym, kogoś kto przyszedł jej na ratunek. Nie wierzyła w Boga, ale wierzyła w Niego. W Anioła.
Jest Aniołem...
Chwyciła rękę chłopca i położyła na swoim udzie. Bardzo lubiła dłonie. Dotyk był dla niej świadectem bliskości.
Bała się, że ją wyrwie, ale teraz myślała tylko o tym, jak wiele upragnionego ciepła jej daje.
Zamknęła oczy, pod powiekami zebrały się łzy.
- Mogłabym siedzieć tutaj całe życie.- wyszeptała.
- Zabiorę cię stąd!- krzyknął raptem chłopak.
- Dokąd? - spytała zmieszana.
Przecież nikt nigdy nie chciał zabierać jej w żadne inne miejsce niż Piekło.
Ale Anioł...
Anioły nie mają wstępu do piekła.
- W bezpieczne miejsce, zaufaj mi.- powiedział.
Zrobiła to.
- Dobrze, ale teraz chwyć mnie za rękę.- wyszlochała, ponownie zamykając oczy. Wciąż nie mogła przestać napawać się jego ciepłem. Bała się tylko, że kiedyś to się skończy.
- Chodźmy już. - zaproponował z miłym uśmiechem.
Po jakimś czasie doszli do ciepłego pomieszczenia, jakim był dom.
Alien była tak wszyskim zmęczona, że marzyła tylko o tym, by położyć się spać.
Marzyła teraz o tym, by przestać marznąć.
Chciała, by nieznajomy ją przytulił.
Nawet nie wiedziała, jak ma na imię...
Ale czy imię jest ważne? Może być kimkolwiek. Ważne było to, że był inny.
Podświadomie wiedziała, że jej nie zrani.
A może była to kolejna złudna nadzieja?
-Zaparzę herbatę, co Ty na to?- zaproponował.
- Herbata? Co to takiego?- to słowo było jej znane, ale nie pamiętała jakie uczucia się z tym wiążą.
-Napój zimnych nocy - uśmiechnął się, przejeżdżając dłonią po jej ramieniu. Przeszły ją dreszcze.
Jej organizm reagował.
To był dobry znak.
Nieznajomy był Uzdrowicielem.
Pomagał jej.
Wkrótce podał jej ową herbatę. Napój ten rozgrzał jej wnętrze. Wywołał lekkki uśmiech.
- To jest pyszne! - wykrzyknęła z lekką dawką zadowolenia.
- Oczywiście, sam robiłem. - z dumą w głosie rzekł chłopiec.
-Jestem śpiąca. Mogę się przytulić? - zapytała.
- Mm.. no tak.
- Oprę się tylko, nawet mnie nie zauważysz- przysięgała.
-No dobrze, już spij- całując ją w czoło, życzył miłych snów.
Oczywiście, że nie mogła zasnąć. Napawała się tym, że ktoś ją ogrzewa. Nie, nie ktoś. On.
Ten cudowny chłopiec...
Najcudowniejszy z siedmiu miliardów.
Bała się jednego. Nie zasługiwała na to.
Przecież to ona była winna temu, że zniszczyła wszystkich.
Nie chciała zniszczyć jego.
Była zimna.
Była kawałkiem lodu.
Gdy nasłuchiwała jego oddechu, wydawało jej się, że wydycha powietrze porażki.
Potrzebował pomocy.
Dlaczego zwrócił się do niej?
Bała się bardzo, że nie da mu tego, o co prosi.
A moze to tylko sen?
Może on nie istnieje?
Może ona umarła tam w swoim miejscu?
Nad ranem, wstała, zostawiając poduszkę mokrą od łez.
Nabazgrała tylko krótką wiadomość na papierze
"Dłoń do dłoni." i wsunęła ją do jego kurtki.
"Dziękuję ci za wszystko, ale boję się, że przyniosę ci tylko ból."- powiedziała i pocałowała go w policzek.
Wyszła na balkon, stanęła na balustradzie.
Odleciała.
10.00
Siedziała na kamieniu, znów w miejscu skąd przybyła.
Płakała.
"Nie zasługuję na szczęście."- mówiła do siebie. "Jestem zniszczeniem."
On nie chciał zniszczenia.
10.30
"Jeśli kiedyś mnie znajdzie, to wtedy zostanę jego na zawsze. Jeśli znajdzie mnie w każdym meijscu, to zwie się przeznaczenie. Jeśli on mnie pomoże...Ja pomogę jemu milion pieproznych razy. Więc czekam." - powiedziała, łykając kolejną tabletkę zagłady.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz