music

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Odpowiedź pt II


Alien przysiadła na swoim kamieniu. Ściągnęła ciążące na jej stopach baletki i brodziła zimnymi stopami po śniegu. Płatki długo topiły się, znalazłszy się na jej stopach. Już nawet nie miała siły na żadne łzy.
Po prostu siedziała tu i powoli przywykała do samotności.
Jej twarz stala sie blada i wycieńczona.

Nie krążyła w  niej krew.
Uspokajała się.

Podniosła swój pusty wzrok, jak to zwykła robić co jakiś czas odkąd tu siedzi.
Cały czas trawiona przez nadzieję, że może ten nieznajomy ją znajdzie.
Ale nie przychodził.

Nagle jej kamienne serce znowu się poruszyło. Coś wyłoniło się z zakamarków.
Spojrzała i już wiedziała.
To był Bluszcz.

- Czego chcesz?- spytała przerażona.

- Wybaczam ci grzechy, chodź ze mną.- powiedział, wyciągając ku niej dłoń.

Wtem na jej sukience pod lewą piersią pojawiła sie bordowa plama.

- Auu!- cicho westchnęła z bólu, przykłądając doń dłoń.

- Tak bardzo cię kocham, Alien. Kocham cię cały czas. Potrzebujemy siebie nawzajem. Obiecuję Ci, że teraz wszystko się zmieni. Odżyjesz. Przy mnie możesz odżyć. Chodź ze mną.

Milczała, a plama stawała się coraz większa. To jej serce zostało ugodzone. Wiedziała, że jeśli nie otrzyma ratunku, zginie. WIedziała tez, że jeśli da się znów oplątać śmiertelnemu bluszczowi, też zginie. Tak naprawdę znajdowała się teraz w matni.

- Nie mogę. Zabijesz mnie, znowu.- powiedziała, nie spoglądając mu w jego rozszalałe źrenice.

- Poddaj mi się! Wiesz, że tego chcesz! Zawsze będziesz należeć tylko do MNIE!- krzyczał rozszalały.

- Nigdy więcej!

Wtedy Bluszcz począł owijać ją soimi ramionami. Czuła, jak toksyczny uścisk unieruchamia jej ciało.

"Już po mnie."- pomyślała i zacisnęła zęby.
"Jestem za słaba."

Nagle usłyszała świst noża i odgłos przecięcia. Uścisk zelżał. Otworzyła oczy.
Nie mogła uwierzyć.

Przed nią stał nieznajomy chłopiec z nożem w ręku a obok leżał martwy i pocięty Bluszcz.

- Odżyje.- powiedział beznamiętnie.- Wiosną narodzi się na nowo, ale już nie będzie ci zagrażał.

Alien wciąż nie mogła wyjść z szoku. Przez jej gardło nie zdołała przejść ani jedna sylaba.
Po prostu rzuciła się ze łzami w oczach na wybawcę, wywracając go na śnieg.

- Wróciłeś. - powiedziała spoglądając mu  oczy. - Wróciłeś.

***

- Już nie krwawi.- powiedziała Alien, siedząc razem z Nieznajomym przy kominku i pijąc z nim Napój Zimnych Nocy.
- To dobrze.- rzekł jej towarzysz, patrując się w tańczące płomienie.

- Nie sądziłam, że po mnie wrócisz.- Alien spojrzała na niego, próbując wyczytać z jego twarzy jakąś reakcję.
- A miałem jakieś wyjście?
- Myślałam, że mnie nie potrzebujesz. Czułam to, że zechcesz odejść. Czułam w Tobie lęk i nieufność. Poddałam się wrażeniu, że chcesz byc blisko mnie, jednak gdy spałes koło mnie, wyczułam, że traktujesz mnie jak intruza. Boisz się mnie. Chciałam, zebyś znalazł mnie ponownie, jeśli byłbyś gotów. Nie chcę, żebyś się mnie bał.- to powiedziawszy, chwyciła jego zaciśniętą w pięść dłoń.
- Powiedz to mojej zepsutej podświadomości. Jestem skomplikowanym organizmem.
- To znaczy?
- Ciezko polaczyc zaufanie z moimi uczuciami. Ktos kto powie ,ze nia mam uczuc - ma racje. Ktos kto powie, ze jestem wylewny- ma racje. Czesto moj sposob przezycia czegos jest inny niz kazdego...Ja sie wtedy zamykam, chce byc sam - znikam. Wiec dlatego ktos moze powiedziec, ze nie mam uczuc, bo mnie nie ma..
Przez jakis czas sam sie reperuje i wracam.
- Uwolniłeś mnie od trującego Bluszczu. Teraz ja uwolnię Cię przed samym sobą. Lecz, musisz mi na to pozwolić.
- Wczoraj, gdy zniknęłas, z frustracją opierałem się o drzwi krzycząc: "Nie ma jej, nie ma." Teraz to widzę...

Nieznajomy zrobił się spięty. Alien pogłaskała go po ręce.

- I co myślisz?
- Boję się tej sytuacji.
- Nie będzie jej, chyba, że o to poprosisz.
- Nie chcę, nie chcę, nie chcę.- powtórzył, kręcąc przy tym głową.
- Nie, nie zostawię cię.- uspokajała go. - Nie mogę tego zrobić.
- A jeśli będziesz musiała?- spojrzał na nią. W jego oczach malował się lęk.
- Dlaczego miałabym musieć?
- Różne są sytuacje...- odwrócił głowę i upił łyk herbaty.
- Jeśli tylko zechcesz, żebym cię zostawiła. Tylko wtedy.
- Teraz boję się o każdy dzień, wiesz?
- Dlaczego?
- Że ... Znów mogę się obudzić, a ciebie nie będzie. Będę znów skazany na moje szare, dotychczasowe życie.
- Ale...Jestem tutaj. Teraz wiem, że mnie potrzebujesz. - położyła mu głowę na ramieniu. - Nie zostawię cię.
- Z natury nie mówię o swoich problemach. Rzadko się zdarza, że zaczynam opowiadać, wtedy musi być już naprawdę źle. Wtedy najbardziej cenię ciszę, samotność.
- A mi coś jednak mówisz...
- Mało.
- To dopiero drugi dzień. Mamy na to całe życie...
- Moje serce leży zanużone w wiśniowej galaretce, która tężeje w lodówce. Pośpiesz się, zanim stwardnieje. Proszę. Wydobądź je.
- Obiecuję, że to zrobię. W końcu wyznaczyłeś mnie do tego.
- Zostaniesz moim Prometeuszem? Ukształtujesz mnie na nowo?
- Jeśli o to proszisz. W koncu wyznaczyłeś mnie do tego.
- Spośród sześciu miliardów głów.

Nieznajomy uśmiechnął się i położył się na ziemi. Po chwili dołączyła do niego Alien.

- Potrzebujesz mnie?- spytała.
- Daj mi moment.- Nieznajomy pośpisznie wstał i zniknął w drugim pokoju. Po pięciu minutach wrócił i wręczył jej złożoną w mały kwadrat kartkę.
Dziewczyna rozwinęła ją i przeczytała.

"To niesamowite, kiedy mogę budzić sie rano i mysleć,ze jestes obok
A wieczorem? Wieczorem czuje to samo
Kto moze dac mi cos podobnego?

Zazwyczaj rozczarowanie otaczalo moje zycie , a teraz?
Duzo mam tej radosci, dzieki Tobie
Ewidentnie mnie ratujesz
Czujemy podobnie
Yhm.. Zbliza sie kolejny wieczor
Do cieplego lozka mam pare krokow
Okryje sie i z wazna potrzeba obudze sie rano
Wielka radosc owinie moje oczy
Alternatywa dla mojego życia
Nic innego, tylko ta radosc
Istota chwilowe zycia
Ekwipunek, ktory moge nosic z usmiechem

To chyba warto pamietac?
A jesli zapomne?
Kara mnie spotka i sie uduszę."

- Ojej.- poiedziała wzruszona.
- Możesz myśleć, ze nie odpowiedziałem na twoje pytanie, lecz tkwi w tym mały psikus.- uśmiechnął się lekko.
- Jaki psikus?
- Piersze litery każdego wersu, tworzą lapidarną odpowiedź.

Alien zobaczyła to.

- Tak, zdecydoanie tak. - wypowiedziała to na głos dumnie.
- Jeśli kiedykolwiek powiem ci, żebyś odeszła, nie wierz mi.

Po chwili znowu leżeli przy ciepłym kominku, wpatrując się w sufit.
Alien czuła że topnieje a w jej ciele poruszały się nieznacznie małe krwinki.

- Dłoń do dłoni.- powiedział i wziął ją za rękę Nieznajomy.
Ucieszyła się.

- Nazywam się Alex.- zdradził swoje imię. - Jak ciebie zwą?
- Zwą mnie Alien, jako obcą na tej planecie.
- Witaj w moim życiu, uzdrowicielko Alien.
- Witaj w moim życiu, uzdrowicielu Alexie.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz