music

piątek, 16 listopada 2012

Dziewczynka z zapałkami



Siedziała więc na chodniku. Dziewczynka z zapałką.
Bezduszne ulice nawiedzał jedynie zimny wiatr. Wszystko spowite smutkiem i pustką.
Było po prostu zimno. Jedynym źródłem jej życia był maleńki płomyk, trawiący zapałkę.

"Kocham Cię" - szeptała do niego czule.

Pozwalała, by odbite płomienie pieściły jej policzki. Zamykała oczy z rozkoszą, wyginając usta w uśmiechu.

"Kocham Cię."

Co jakiś czas ktoś zjawiał się w okolicy. Zapalał papierosa. Wyprowadzał psa.
Niespecjalnie szukając, po prostu znajdowali ją skuloną z tańczącym płomyczkiem w dłoniach. Oferowali pomoc  postaci ciepłego schronienia, lecz odrzucała każdą ofertę.
Nie mogła stąd iść, kochała właśnie ten ogień. Nie mogła pozwolić mu zgasnąć.

Troszczyła się więc nim jak tylko potrafiła. Podtrzymywała, zapalając kolejne i kolejne zapałki. Uśmiechała się do niego. Choć był tak mały, tylko on trzymał ją przy życiu. Dawała mu całą siebie.
Bez wyjątku. Cała była dla niego.

Nagle zawiał zimny wiatr. Płomyk zgasł.
Sięgnęła po zapałkę. Próboała wywołać zapłon, ale na próżno. Sięgnęła do pudełka po kolejną.
Nie było już ani jednej.
Skuliła się więc i tym razem rozgrzała łzami, które szybko zaczęły zamarzać na skutek ujemnej temperatury.
Wyparywała kogokolwiek, kto mógłby zabrać ją do ciepłego schronienia.
Ale nikt już nie szedł.

"Proszę, zapal się." - błagała go w ciszy. "Zapal się."

Ale nie było takiej możliwości. Wykorzystała wszystkie zapałki. Marzła coraz bardziej. Żadnego ciepła.
Straciła ostatnie jego źródło  którym pokładała fałszye nadzieje.
Jej ciało powoli poddawało się mrozowi.
Położyła się na ziemi, wzywając szeptem sój ukochany płomyczek.

"Wróć."
Ale nie wrócił.
Zgasła niedługo po nim.




















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz