Lala patrzyła na niego oczami, w których błyskały iskierki
pożądania i ekscytacji, bo myślała, że jej klient, robi to w celu dodania nieco
smaku całej scenie, ale on nie żartował...
Szybkim i brutalnym ruchem zerwał
jej stanik i odsłonił kształtne, lecz nierozwinięte jeszcze dziecięce piersi.
Edwin ze złowieszczym uśmiechem położył dłonie na jej kobiecych walorach i
ścisnął je z taką mocą, że Lala aż podskoczyła, wydając siebie cichy jęk, co
jeszcze bardziej podnieciło napastnika. Czując, że szarpią go emocje, Edwin
wykonywał kolejne czynności bardzo szybko. Zdarł dziewczynie już całą bieliznę,
ale potrzebował czegoś, co zaspokoiłoby go zupełnie. Z kieszeni spodni, które
właśnie zdjął, wyciągnął nóż i rozciął wierzchnią warstwę skóry na nodze Lali. Dziewczyna szamotała się i próbowała
krzyczeć, jednak Edwin z wielką siłą i sprawnością zatykał jej usta ręką.
Zadawał coraz poważniejsze rany, dźgając dziewczynę coraz mocniej w różne
części ciała. Lala czekała na śmierć, poddawała się sprawcy, bo wiedziała, że
nie ma szans na ucieczkę. Edwin ostatecznie zakończył jej żywot wbijając zęby w
jej tętnicę, niczym wampir. Gorąca krew trysnęła mu prosto do ust, a on
zaznawszy tego smaku, który wzbudzał w nim euforię, wbił Lali nóż prosto w
serce, a lejące się strumienie krwi, zlizywał z jej ciała z szaleńczą ochotą.
Czuł, że nie wytrzyma napięcia, bo widok świeżych zwłok wprawiał go w ogromne
podniecenie. Zdjął ubrania w ułamku sekundy i gwałcił martwe ciało Lali, które
wylewało kolejne litry świeżego, czerwonego i gorącego płynu, który był dla
niego ambrozją. Czuł, że lada chwila wybuchnie...
Po godzinie sceny rodem z
horroru, mężczyzna czuł się spełniony i szczęśliwy. Wziął odświeżający prysznic
i przypomniał sobie jeszcze raz przebieg całej sceny, co wywołało lekki uśmiech
na jego twarzy. Zastanawiał się, czego potrzebowałby do ogromnego spełnienia.
Nie raz bohaterami jego fantazji były dzieci. Dziewczynki, które ufały
starszemu od nich panu, który zawoził je do domu. Takie, które nie spodziewały
się tego, co z nimi zrobi...O tak...To by było coś, co niewątpliwie narodziłoby
w nim wielką satysfakcję ze spełnienia żądzy, budzącej go co noc, nie dającej
spokoju. Tak...wielka żądza.
Około godziny dwunastej opuścił
motelowy pokój, nie zostawiając śladu po sobie. Zapakował ciało swojej ofiary w
duży worek na śmieci, po czym cichutko zakradł się do sali kominkowej i wrzucił
go razem z zawartością do ognia, który buchnął płomieniem, otrzymawszy nowy
opał. Edwin stał jeszcze przez chwilę, patrząc na trzeszczący ogień. Wziął
głęboki oddech i wyjechał, nawet nie wymeldowując się z miejsca zakwaterowania.
Zabiłeś mnie.
Dziękuję ci za wszystko.'

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz