Mój Nowy Rok zaczął się już na samym początku grudnia wraz z zabiciem samej siebie. Cały proces rozpoczął się z momentem mojego uwolnienia się od trawiącej mnie przez 6 miesiecy Toksyny. Trafiłam do Szpitala Dusz, gdzie intensywnie mnie leczono. Znajdując się w stanie wegetacyjnym powoli dochodziłam do zdrowia. Krew w moich żyłach filtrowano, zupełnie jak umysł z zaczadzonych myśli. Egoizm, marność i zwątpienie zaczynały blaknąć.
Byłam czysta.
Serce zaczęło łomotać. Ostatni łomot.
Długi dźwięk.
Umarłam.
Obudziłam się bez świadomości miejsca w którym się znajdowałam. Bez swiadomości celu w którym się obudziłam.
Przecież miałam umrzeć.
Z trudem otworzyłam ciężkie powieki. Otaczała mnie biel pościeli, ścian, podłogi.
Przez okno znajdujące się za mną wpadały złociste promienie słońca.
Czyżby właśnie nastała wiosna?
Czułam się zdrętwiała, więc postanowiłam spróbować wstać.
O dziwo, przyszło mi to całkiem łatwo i usiadłam na szpitalnym łóżku. Tak, nadal znajdowałam się w szpitalu.
Spojrzałam na swoje dłonie. Były tam tylko ślady wczorajszych wspomnień.
Spojrzałam na swoje wnętrze. Moja dusza była czysta i zdrowa.
Wzięłam głęboki oddech. Tak! Mogłam oddychać. Moja szyja była wolna od ucisku sznura zawiści.
Uśmiechnęłam się.
Pierwszy raz od długiego czasu.
Śmiałam się, śmiałam się jak dziecko.
Nastała dla mnie nowa era.
Podeszłam do okna. Wówczas wtedy przyszło mi do głowy moje najważniejsze postanowienie.
Zostanę lekarzem. Aniołem. Aniołem Zranionych Dusz.
Tyle zagubionych istot czeka na mnie.
Kiedyś byłam egoistką, lecz egoistka zginęła.
Narodził się Anioł.
Anioł będzie sprzymierzeńcem dobra.
Wówczas otworzyłam okno na oścież i jeszcze raz zaciągnęłam się rześkim powietrzem.
"Jestem gotowa"- pomyślałam
I wyleciałam w Nowy Świat na silnych białych skrzydłach.
________________________________________________________________________________
Nowy Rok jest tylko liczbą, więc czego życzę sobie w tym kalendarzowym nowym etapie życia?
Być z Alexem. Tak, żebyśmy po prostu nie ulotnili się jak dym. Żebyśmy byli razem.
Uzdrowić Amy. Chcę widzieć szczery uśmiech na jej twarzy, chcę by tak jak ja zabiła siebie i stała się Aniołkiem. Pragnę dla niej ukojenia. Szczęścia.
Żeby słońce tak często nie gasło
Znaleźć nowe odskocznie
Nie być tchórzem
I żebyście Wy, nigdy nie zgubili właściwej drogi
Tego Wam życzę,
-Mirella




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz