music

piątek, 28 grudnia 2012

Ch(ł)ód samotności


Wędruje samotnie.
Od kilku dni nieustannie
Bez spoczynku.

Układam puzzle życiowych zmartwień.

Okno bardzo polubiło moje towarzystwo.
Wówczas czule przylegam policzkiem
I płaczę w jego zimne ramię.

Poczucie braku przynależności bezlitośnie ogarnia moją duszę...
Jakoś tak smutno...


Więc wchodzę w mój ulubiony las.
Miejsce głuche, oderwane od świata.



Prowadzi na tamę.
Moją krawędź pomiędzy życiem a śmiercią.
Moim ostatnim krokiem ku przepaści.


Staję na potężnym murze rozpaczy.
A rzeka płynie, płynie...
Patrzę w wielkie lustro pod stopami
Znów te same zepsute rysy.



Wspominam chwile gdy byłam na samym dnie.
Wspomnienia dusza mnie, więc odwracam się i wychodzę z tego posępnego świata.






Kroczę więc dalej ulicą posypaną słodkim białym puchem
Zimna nie czuję, choć wiem, że zamarzam
Widzę to po moich dłoniach, przyjmujących fioletowe, martwe barwy.



Wchodzę na wzgórze i oto cała rzeczywistość leży pod moimi stopami.
Jestem na szczycie świata.
Cudowne uczucie.
Biorę dwa głębokie wdechy i rozpościeram ramiona.
Podświadomie szukam paleniska.
I Alexa obok.
Polubiłby to miejsce.




Po chwili schodze w dół i znów staję się nic nieznaczącą mrówką w ziemskim mrowisku.
Wlokę swój obolały cień pare dręczących mnie metrów.
Zaczynam sztywnieć.
I gdzie się podziać?- zastanawiam się, stojąc zdezorientowana.










Ach...Jak ja nienawidzę tęsknoty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz